sobota, 6 kwietnia 2013

Zielono mi.

Po tym jak pochwaliłam się w swojej facebookowej galerii skrzydlatymi kolczykami w niebieskich tonacjach kilka osób dopytywało o zielone. 





Akurat nie miałam zielonych koralików, więc na zieloną wersję trzeba było poczekać, ale w końcu jest.


No i rozeszły się tak szybko, że skończyły mi się skrzydełka.

Zieloności zainspirowały mnie też do kolejnego wiosennego zaklęcia. Miło by było jakby drzewa w końcu się zazieleniły. To zaklęcie chyba w końcu podziałało - dzisiaj na dworze +5 :D



I jeszcze komplecik na bogato. Zwykle takich nie robię ale wena to kapryśna bestia i dzisiaj natchnęła mnie coś takiego.


środa, 3 kwietnia 2013

Nadmorskie święta - morskie inspiracje.

Święta wielkanocne spędziłam w Kołobrzegu. Pogoda była tak koszmarna, że nie wybrałam się na porządny spacer po plaży, ale widać morski aerozol i najodowane powietrze wpłynęły na moja podświadomość i po powrocie zrodziły się takie rękoczyny:



Charmsowa bransoletka. A nawet dwie ;)



Wybieranie metalowych przywieszek było tak ogromna frajdą, że aż sama jestem zdziwiona. Nawet nie chcę myśleć ile czasu strawiłam buszując po ofertach sklepów z półfabrykatami... Niebieskie koraliki już miałam, pewnie gdzieś z odzysku, bo zwykle nie kupuję koralików, a one się tak no "skądś biorą".

Nie mogło się również obyś bez kolczyków.


Schwytane w sieci krople zrobione w całości z przydasiów od Oliwii :)

A syrenek nie mogłam sobie odpuścić. Po pierwsze jestem znad morza, śmiem uważać się za fankę fantastyki, namiętnie kolekcjonuję baśnie no i do tego jestem rówieśniczka disney'owskiej wersji historii Małej Syrenki.






poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Różany świecznik.

Taki drobiazg na koniec białych świąt. Bielenie i dzikie róże wciąż u mnie na tapecie ;)


Trochę mnie denerwuje, że czasem trudno wcisnąć podgrzewacz w naszykowane miejsce. Nie mam pojęcia od czego to zależy - czasem jedna świeczka z opakowania pasuje, a inna już nie...


 Zostało mi jeszcze sporo takich serwetek - może trochę rozdam...




piątek, 29 marca 2013

Nadmorskie inspiracje.

Wyjechałam na święta daleko od mojego rękoczynowego kąta. Z jednej strony dobrze, bo entuzjazm do działania się we mnie nie wypali i jak wrócę to ruszę z kopyta z jakimś nowym projektem. Z drugiej strony trochę mi tęskno do robienia czegokolwiek no i nie zrobiłam sobie zdjęć skończonych projektów do publikowania podczas nieobecności w Toruniu. No i ciężko mi się powstrzymać od pisania.




Jako, że spędzam teraz "wakacje nad morzem" pomyślałam, że trafi mi się chociaż jakiś spacer po plaży. Srogo się zawiodłam bo wszędzie jest pełno śniegu, a dzisiaj od rana sypie tak, że czuję się jakbym przyjechała na Boże Narodzenie a nie na Wielkanoc.


Z plażowania nici. Bezczynne siedzenie w domu zdecydowanie nie jest w moim guście. Po przeczytaniu 300 stron książki przerzuciłam się na buszowanie w internecie za pomysłami. W trakcie buszowania wpadłam w morskie klimaty i przypomniało mi się morskie szkło czasem nazywane też plażowym.


Od dziecka jestem niepohamowanym zbieraczem. Moja mania kolekcjonowania dotyka różnych kuriozów, a plażowe śmieciuszki zawsze stały wysoko w hierarchii moich zbiorów, pewnie dlatego, że mieszkam nad morzem. Muszelki są fajne, oszlifowane kamyczki i kawałki drewna  jeszcze fajniejsze, ale zawsze najcenniejszymi znaleziskami były kawałki matowego, oszlifowanego przez piasek i fale szkła. Zawsze kojarzyło mi się z klejnotami wypłukanymi z jakiejś zagubionej, pirackiej skrzyni. No i oczywiście mam go sporo. 

Oto na co trafiłam dzisiaj i niemal pobiegłam na plażę zbierać więcej szkiełek żeby od razu realizować projekty. Powstrzymała mnie świadomość, że musiałabym wygrzebywać je spod śniegu i wykuwać ze zamarzniętego piachu.

1. Mobile.


Absolutnie obowiązkowo muszę zrobić mobil ze szkiełek! Na patyczku! I pewnie z patyczkami wplecionymi między szkiełka. Tylko zamiast druciku użyję dratwy w naturalnym kolorze. 

2. Szkiełka i szydełkowanie.


Nie umiem robić na szydełku. No jakoś nie idzie. Ale jak zobaczyłam te dwie rzeczy to poczułam zew! Jak już nauczę się szydełkować to rozpocznę masową produkcję takich cudeniek ;)

3. Witraż.


To tutaj to nie do końca witraż. Wydaje mi się, że ułożone w ramce szkiełka zalano w tym wypadku żywicą epoksydową, klejem polimerowym, albo inną masa modelarską. Myślę jednak, że zrobienie takiego witrażu z patynowanymi lutami podkreśli walory szkiełek. Przy tej okazji pokarzę jeszcze dwa podobne pomysły, na które wpadłam w internecie. Jedno okno jest z plastrów agatu i innych minerałów, drugie z denek butelek i naczyń oraz spodeczków od starych zastaw - genialne! 



Jak dorobię się swojego sprzętu do witrażu tiffanyego to absolutnie, obowiązkowo coś takiego poczynię. Choćby jako wypełnienie drzwiczek od szafek albo ścianki lampionu!

 4. Żyrandol.



Nic dodać nic ująć. Słowa są zbędne. Robię taki i już.

5. Biżuteria.


Taki przykładowy wisiorek. W prawdzie u nas dość ciężko znaleźć ceramikę wypłukaną przez morze i szkiełka w tak nietypowych kolorach (większość tego co jest na plaży to potłuczone butelki po piwie po plażowej libacji wrzucone w słone odmęty ;)), ale chodzi o ogólną ideę. Wywiercić dziurkę w takim szkiełku nie jest znowu aż tak trudno, trzeba tylko cieniutkiego włókna i wiercenia na mokro. 

Inny pomysł na biżuterię jest podobny jak na witraż - prawienie w ołów lub cynę metoda tiffanyego, ale do tego niestety potrzebny mi sprzęt, którego jeszcze nie mam. Jeszcze.

Mam nadzieję, że trochę natchnienia nadmorskiego wam się udzieli. Ja wpadłam w niesłychanie wakacyjny nastrój mimo śnieżycy za oknem.





środa, 27 marca 2013

Guzikowe inspiracje.

Zawsze uważałam guziki za coś więcej niż element praktyczno-użytkowy odzieży. Dość wcześnie zaczęłam nawlekać pojedyncze guziki na sznurki i robić z nich wisiorki dla swoich lalek i pluszaków. 



Później sama nosiłam takie wisiorki zrobione z guzików o unikatowym, oryginalnym kształcie lub otrzymanych jako pamiątkę znajomości od koleżanek i kolegów poznanych na wakacyjnych wyjazdach.



Teraz przekopując się przez zasoby sieci trafiam co i rusz na nowe guzikowe inspiracje i planuję realizować kolejne pomysły. 



Jednocześnie namiętnie gromadzę guziki wszelkiej maści i rodzaju, które czekają na swoje drugie życie w pudełkach poupychanych tu i ówdzie w moim rękoczynowym kącie.


Niektóre z zaplanowanych projektów są bardziej czaso-, praco- i materiało chłonne inne mniej. Na pierwszy ogień poszedł jeden z najprostszych na jakie wpadłam - bransoletki. 




Niby nic wielkiego, ale wydaje mi się, że prezentują się ciekawie i oryginalnie.




Trochę się nakombinowałam przy przewlekaniu sznurka, bo się zaraza rozwarstwiała dość często.



A niebieska podoba mi się tak bardzo - zwłaszcza kolor, że chyba sama zacznę ją nosić.



poniedziałek, 25 marca 2013

Piękna zima tej wiosny.

Od pewnego czasu czekałam w napięciu na pierwszy dzień wiosny. Chciałam niespodziewanie zmienić szatę bloga na wiosenną. I wyszło tak, że pierwszy dzień wiosny przyszedł i poszedł, a zimowa aura za oknem zmyliła mnie tak bardzo, że zapomniałam o moim wiosennym zamiarze. 

Z opóźnieniem, ale z nieumniejszoną radością prezentuje wiosenny look Pana Vos'a van den Bos'a i jego uroczej koleżanki :)

Mam nadzieję, że podoba się wam równie mocno jak mi.

sobota, 23 marca 2013

Magnolia i bluszcz.

Zamówienie od Karoliny. Sama wybrała wszystko - przedmioty do ozdobienia i wzory serwetek. Mi pozostało jedynie złożenie jej życzeń do kupy i jakieś sensowne połączenie magnolii z bluszczem. 

Szczerze mówiąc byłam bardzo sceptyczna i początkowo próbowałam delikatnie nakłonić Karolinę do wyboru jednego wzoru, bo jakoś nie widziałam ich razem, ale ona się uparła i musiałam się trochę bardziej wysilić ;)

Postanowiłam, że nie będę mieszała wzorów ze sobą w ramach jednej płaszczyzny, ale zrobię tak, żeby pojawiały się oba na każdym przedmiocie. Ostatecznie stanęło na tym, że po wewnętrznej stronie każdego ozdabianego przedmiotu będzie królował jeden wzór, a po zewnętrznej drugi.  Jak wymyśliłam tak zrobiłam i okazało się, że był to strzał w 10. Trochę jeszcze się pomartwiłam czy Karolinie też się to spodoba, ale na szczęście się spodobało, więc moje martwienie było niepotrzebne :)

Tak oto powstał zestaw magnoliowo-bluszczykowy:


Składa się z  tacki z wysokim brzegiem, pudełka na herbatę i zestawu 8 podkładek z pudełkiem.


Każdy element został przetarty na biało, a później udekorowany serwetkami.


Na tackę nakładałam największy pod względem powierzchni wzór. Nawet nie pomarszczył się bardzo. Ostatnio poczytałam sobie o metodach klejenia z użyciem żelazka. Trochę nie jestem przekonana, bo dużo z tym zachodu, ale przy okazji wypróbuję, bo ciągle walczę z marszczącymi się serwetkami. 


Jak wspominałam - wnętrze magnolia, zewnętrze bluszczyk.


Pudełko  oryginalnie nie miało zapięcia, ale doszłam do wniosku, że skoro wewnątrz ma być przechowywana herbata to może się ono przydać.


Pudełko, odwrotnie niż tacka - z zewnątrz magnoliowe, w środku bluszczyki.


Pierwszy raz ozdabiałam herbaciarkę i byłam przekonana, że wewnętrzne przegródki są zamocowane na stałe. Okazało się, że są ruchome i bez problemu można je wyjąć i ozdobić osobno. Ułatwiło to wiele zwłaszcza w kwestii białej przecierki.


A na ostatek zestaw podkładek. Pudełko z zachowaniem zasady rozdzielonych motywów.



A podkładki dwustronne - można sobie wybrać bluszcz lub magnolię w zależności od nastroju.


Trochę się napracowałam, wycinania też było sporo. Ale i tak o połowę mniej niż przy lawendzie ;)